Ognisko w Lublinie – Parafia Wieczerzy Pańskiej, Al. Warszawska 31

Parafia
Parafia Wieczerzy Pańskiej w Lublinie, Al. Warszawska 31 Zapraszamy na spotkania w Parafii Wieczerzy Pańskiej w Lublinie, Al. Warszawska 31:
- w pierwszą niedzielę miesiąca o godz. 15:00 Adoracja Najświętszego Sakramentu w Kaplicy Miłosierdzia Bożego, potem przejście na spotkanie do salki św. Wincentego Pallottiego,
- w drugą sobotę miesiąca o godz. 16:00 modlitwa różańcowa (4 części) w kaplicy lub kościele głównym, bez spotkania,
- w trzecią sobotę miesiąca o godz. 15:00 Msza św. w Kaplicy Miłosierdzia Bożego, potem przejście na spotkanie do salki św. Wincentego Pallottiego. Do salki św. Wincentego Pallottiego wchodzimy z zewnątrz od prawej strony kościoła. Opiekunem duchowym Wspólnoty jest ks. Sebastian Rolka. Ksiądz Sebastian na rzecz Wspólnoty SYCHAR pełni posługę charytatywnie. Nie pobiera żadnych opłat. Kontakt z Liderem Ogniska Jerzym Syską poprzez mail: 5horhe@gmail.com Parafia Wieczerzy Pańskiej w Lublinie >>
Pogotowie telefoniczne

Jerzy Syska, Lider Ogniska, pełni dyżur w poniedziałki w godzinach 17-21.00 pod numerem telefonu: 662-624-381.
Małgorzata Stanicka, v-ce Lider Ogniska, pełni dyżur w poniedziałki w godzinach 17.00-19.00 pod numerem telefonu: 602-685-153

Pomoc duchowa

ks. Sebastian Rolka
tel. 505-903-077
mail: sebastian30053@wp.pl

ks. Stanisław Zarzycki
tel. 666-483-801
mail: zastan@wp.pl

ks. Artur Hodur
mail: arturhodur@gmail.com

Warsztaty „12 kroków”

Więcej o 12 krokach:
https://www.wreszcie-zyc.net/12-krokow
Informacje i pytania dotyczące warsztatów:
Jarosław Sadowski
tel. 
505 292 801
w.z.fundacja@gmail.com

Stowarzyszenie OPP

Poranny budzik, 6 rano. Słyszę bębniący deszcz o parapet. Myślę, nic z tego nie będzie. A taką miałem nadzieję jeszcze wczoraj. Dlatego zmieniłem wszystkie swoje plany. No nic, nastawiam kolejna drzemkę w telefonie. Jest tak przecież ciepło w łóżku i nie muszę nigdzie wychodzić. Nic nie muszę. Chociaż ciekawy jestem ile osób się zbierze? – rozmyślam w półśnie.
Szkoda, że nie mam Internetu. Może na mailu pojawiły się jakieś informacje żeby rozwiać moje wątpliwości. Zadzwoniłem do Jurka. Usłyszałem, że wyjazd jest aktualny. Dobrze, myślę, co będzie. Na pewno trzeba zacząć od mszy o 7 rano, gdzie miała być zbiórka. Zbieram się i pakuję do sakwy prowiant. Chwilę potem na twarzy czuję siąpiący deszcz. Jak mało czasu mi zostało. Przyciskam mocniej na pedały. I jeszcze czerwone światło. Znowu się spóźnię – myślę z wyrzutem. No wreszcie, jestem na miejscu nieco spóźniony. Zostawiam rower w przedsionku obok parasoli innych wiernych. Msza w początkowej fazie. „ Moja wina, moja wina… i przepraszam Cię Jezu, znowu się nie wyrobiłem”. Tu jest bezpiecznie i sucho. Odkładam kask i zdejmuję nasiąkniętą bluzę odblaskową. Liturgia miesza się z moimi myślami i wątpliwościami. Nikogo nie widać z „naszych”. Po chwili pojawia się Jurek i otucha, że nie jestem sam.
„ Idźcie, ofiara spełniona”. Wychodzimy z kościoła. Pogoda nie zachęca do podróży na rowerach. „ Co robimy?” pada pytanie. Skoro już wybrałem się to jadę – zapadła decyzja. Zeruję licznik. Co będzie. Pierwsze kilometry i siąpiący deszcz. Perspektywa 35 km nie wygląda zbyt obiecująco. Mały przystanek i dopompowanie kół w rowerze Jurka. Tu dopadają nas największe wątpliwości. Próbujemy ocenić nasze szanse na kontynuowanie jazdy. Decyzja: „dojedziemy do pierwszego kościoła w Konopnicy i odmówimy różaniec a dalej się zobaczy”. Jesteśmy na miejscu. Można powiedzieć, że mamy pierwszy etap za sobą. Naciskamy na klamkę drzwi kościoła, który zdaje się zamknięty. Słychać odgłosy odprawianej mszy. Musi być inne wejście. Jest. Było właśnie końcowe błogosławieństwo – myślę: dobry początek. Po mszy podszedł do nas ksiądz i zapytaliśmy go o możliwość chwili modlitwy przed zamknięciem kościoła. Na szczęście kościelny zajmował się sprzątaniem świątyni i mogliśmy spokojnie zagłębić się w Tajemnicach Radosnych różańca.
Wzmocnieni modlitwą wychodzimy z kościoła. Pogoda nie zachęca do kontynuacji jazdy ale z bagażu wydobywamy dodatkowe ubrania. Nie możemy zawrócić na początku drogi. Jurek proponuje udokumentować każdy postój i robimy zdjęcia. Wyruszamy na dosyć wąska drogę w stronę Kozubszczyzny. Od czasu do czasu próbujemy rozmawiać ale w tych warunkach jazda obok siebie staje się niebezpieczna. Ku mojemu zaskoczeniu dosyć szybko dotarliśmy do Motycza. Postanawiamy w miejscowym sklepiku zaopatrzyć się w śniadanie. Pod kościołem posililiśmy się a później wchodzimy do środka i rozważamy następnie Tajemnice Światła różańca. Zanosimy w modlitwie nasze troski i prośby wspólnoty Sychar.
Zdaje się, że pierwsze przeszkody w pielgrzymowaniu do Wąwolnicy mamy za sobą. Jest pochmurno ale nie pada. Z tym większym entuzjazmem ruszyliśmy w dalszą drogę. Wraz z Jurkiem próbowaliśmy przypomnieć sobie trasę pieszej pielgrzymki do Wąwolnicy, którą odbywaliśmy we wrześniu ubiegłego roku ale jak później okazało się obraliśmy inną trasę. W chwilach wątpliwości próbowałem zapytać miejscowych tubylców o właściwy kierunek do Nałęczowa. Otrzymaliśmy wskazówki, które wydały nam się sprzeczne z biegiem drogi. W ostateczności na skrzyżowaniu wybraliśmy kierunek, który według nas powinien być właściwy. Przejechaliśmy przez miejscowość Sporniak. Po paru kilometrach dojechaliśmy do miejscowości Palikije Pierwsze. Tam za drzew ukazał się kościół. Oczywiście postanowiliśmy nie omijać żadnej świątyni po drodze bez jej odwiedzenia i odmówienia różańca. Tak też się stało i tym razem. Weszliśmy do środka. Piękny krzyż w głównym ołtarzu był odpowiedni do rozważań Tajemnic Bolesnych. Tym bardziej przeżyłem te tajemnice ponieważ kościół swoim wystrojem sugerował, że za parę godzin odbędzie się tu sakrament zawarcia małżeństwa. Za każdym „Zdrowaś Maryjo” śledząc poszczególne stacje drogi krzyżowej zanurzałem się w męce Chrystusowej. Przyznam się, że pierwszy raz w życiu te tajemnice różańca tak bardzo do mnie dotarły.
Jeszcze fotka na zewnątrz i w drogę. Odnosiłem wrażenie, że cały czas zjeżdżamy z lekkiego wzniesienia bo jazda nie przysparzała wysiłku. Na skrzyżowaniu w Palikijach Drugich skierowaliśmy się w stronę Miłocina. Tu okazało się, że już nie zjeżdżamy z wniesienia a musimy je pokonać. Właśnie na tym odcinku dowiedziałem się, że Jurek tak często nie jeździ na rowerze a ten, na którym jedzie jest pożyczony. Byłem pod wrażeniem, że podjął się tego trudu pielgrzymowania, powiedzieć by można, „z marszu”. Kontynuowaliśmy jazdę od czasu do czasu próbując prowadzić rozmowę, co jest bardzo trudne przy pędzie wiatru, który zagłusza wymianę zdań.
Na trasie między Miłocinem a Nałęczowem musieliśmy zdyscyplinowanie jechać ”gęsiego” z uwagi na wzmożony ruch samochodów. Mój towarzysz podróży jadąc pierwszy zdecydował się na chwilę odpoczynku na przystanku przy wjeździe do miasta. Zadzwoniłem do przyjaciół, którzy nie zdecydowali się dołączyć do naszej pielgrzymki a teraz trochę żałowali.
Nabraliśmy sił do dalszego odcinka, który nie okazał się długi bo na wzgórzu ukazał się kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. W bocznych nawach świątyni przeprowadzany był remont ale to nie przeszkodziło nam w odmówieniu Tajemnic Chwalebnych i przy wtórze dzwonów na„ Anioł Pański”. Wiedziałem, że w Nałęczowie następnym przystankiem modlitewnym będzie malowniczy kościółek w stylu zakopiańskim na Górze Armatniej. Była właśnie godzina Roży Duchowej gdzie Maryja obiecała każdego 13-go między 12 a 13 godziną szczególne łaski dla odmawiających różaniec. Po dotarciu na miejsce samotnie rozpoczęliśmy kolejny różaniec od Tajemnic Radosnych. Z każdym dziesiątkiem różańca dołączało się coraz więcej osób, które odwiedzały kaplicę. Po wyjściu spotkaliśmy Panią Reginę, która zamiatała chodnik i po chwili rozmowy poprosiła mnie bym zaniósł do Matki Kębelskiej prośbę o jej zdrowie.
Następny etap okazał się dosyć męczący ze względu na strome podjazdy i wzniesienia. Ale po ich pokonaniu w ramach rekompensaty mieliśmy długi i szybki zjazd. Nawet nie zorientowałem się, że w zasadzie jesteśmy prawie na miejscu a obwieszczały o tym wieże bazyliki w Wąwolnicy. Po dotarciu na miejsce posililiśmy się tym co nam zostało do zjedzenia zważywszy na to, że właśnie była pora obiadowa. Nie byliśmy jedynymi pielgrzymami, który przyjechali na rowerach. Niedaleko obok nas jakieś małżeństwo nabierało sił przed kolejnym etapem wędrówki.
W kaplicy przed figurą Matki Boskiej Kębelskiej w Tajemnicach Światła zanosiliśmy wszystkie intencje, z którymi podjęliśmy trud tego pielgrzymowania. Po osobistej adoracji figury wraz z Jurkiem postanowiliśmy udać się na miejsce cudu gdzie wszystko się zaczęło a mianowicie do Kębła. Po drodze podziwialiśmy piękne konie szkółki jeździeckiej, które były nieopodal kapliczki związanej z cudem figury Matki Boskiej Kębelskiej. Po zapoznaniu się z historią tego miejsca odmówiliśmy koronkę do Miłosierdzia Bożego (tak złożyło się, że była godzina 15:00) oraz Tajemnice Bolesne różańca. Nadszedł kres naszej pielgrzymki i czekała nas droga powrotna. Po całodziennym trudzie marzyliśmy o zjedzeniu gorącej zupy. Ale na to musieliśmy poczekać docierając do Nałęczowa. Tam chwila odpoczynku zregenerowała moje siły natomiast mój towarzysz cierpiał z każdym pokonanym kilometrem. Na domiar złego zaczęło padać. Naszym planem było dotarcie do kościoła w Tomaszowicach by zakończyć drugi różaniec. Wzmagał się deszcz. Dalsza jazda stawała się dosyć niebezpieczna. Zatrzymaliśmy się na przystanku autobusowym aby przeczekać te anomalie pogodowe. Gdy wydawało nam się, że opady stają się na tyle nieduże, iż pozwoli nam na dojechanie do kościoła, ruszyliśmy z impetem. Ale deszcz przerodził się w ulewę. Na szczęście mijaliśmy kolejną wiatę przystankową, pod którą schroniliśmy się. Zaczęliśmy odmawiać część Chwalebną różańca. Kolejne dziesiątki różańca jakby rozpędzały otaczające nas chmury. Nagle na niebie pojawiło się słońce. Próbowałem wypatrzyć tęczę ale Jurek zażartował żebym zadzwonił do Beatki gdzie obecnie się znajduje. W dobrych nastrojach ruszyliśmy już bez przystanków do Tomaszowic. Wchodząc do kościoła zorientowaliśmy się, że jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Tak się złożyło, że pozostał nam do odmówienia ostatni dziesiątek różańca a w świątyni wierni również odmawiali ostatni dziesiątek. Czy to przypadek? Przyjęliśmy błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem co było zwieńczeniem całodziennego pielgrzymowania.
Tym świadectwem chciałbym wszystkim Sycharowiczom podziękować za wszystkie intencje, które nam powierzyliście a w szczególności Jurkowi za podjęty trud wspólnej wędrówki do Matki Boskiej Kębelskiej, Przeżyłem niesamowite i niezapomniane chwile.
Z Panem Bogiem
Marek Adamek

zdjęcia>>>

Miłujcie się! 2/2020

Kronika